W tegorocznych targach Art Basel zobaczyłam wyraźny kierunek, w którym współczesna sztuka zaczyna na nowo definiować swoją wrażliwość. To nie jest zwrot ku przeszłości. To raczej nowoczesność, która świadomie sięga po dawne środki wyrazu. Uważnie przyglądałam się temu, co wydało mi się nowe i fascynujące, próbując zrozumieć narrację i estetykę, która mogłaby zainspirować mnie we współczesnym projektowaniu. Dlatego chciałabym opowiedzieć Wam, co zauważyłam, jakie prace i techniki…

Nie chę mówić o tematyce, nie czuję żebym dość gruntownie przetrawiła tę ilość obrazu, nie jestem teoretykiem sztuki ale projektantką wnętrz, która konsumuje zmysłami wnętrzarza dlatego będzie tu więcej o technikach niż o samym przekazie. Pierwszą z nich jest rysunek węglem – medium niezwykle klasyczne, surowe i ulotne. Znam je doskonale ze studiów i z szybkich szkiców. Dlatego zwróciłam uwagę na prace min. Jared Buckhiester (gif.), gdzie węgiel nie jest jedynie narzędziem szkicu. Staje się pełnoprawnym językiem opowieści, zatrzymując gest, emocję i moment z wyjątkową siłą. Jego prace są trochę melancholijne, operują ikonografią retro, lapidarną linią starych mistrzów. Co ciekawe i kontrowersyjne, te z pozoru nietrwałe prace są bardzo chętnie i często prezentowane w wielu galeriach. Z pewnością rysunki węglem porwały moje serce, zastanawiam się czy to romantyzm, który drzemie w tym klasycznym narzędziu najlepszych rysowników czy też tęsknota za starymi czasami.
Drugim wyraźnym nurtem są tkaniny – miękkie, szyte, pikowane, haftowane i budujące niemal rzeźbiarskie formy. Czasem jest to dosłowne użycie tkanin i szytej sztuki, płaskorzeźby niczym sensoryczne prace lub gigantyczne instalacje, np. prace Sofii Keresztes (fot. różowe języczki), czy subtelne, gradientowe użycie jedwabnych tkanin u Natashy Niedziulki (fot. nici na canvasie). Obie artystki pokazywały, że materiał przestaje być jedynie nośnikiem. Nabiera objętości, pamięci i emocji, tworząc dzieła balansujące między obrazem a obiektem. Swoją drogą bardzo mi się miło zrobiło, kiedy zobaczyłam tak wiele różnorodności i otwartości na robótki ręczne, które zdaje się, że wchodzą, a może nawet wkraczają do panteonu sztuki wysokiej. Jest to dla mnie o tyle interesujące, że sama przeszyłam zajęcia z malarstwa, bawiąc się formą i fakturą, tworząć obrazy sensoryczne.
Po trzecie – obrazy przestrzenne, łączące wiele materiałów i technik w jednej kompozycji. Malarstwo przestaje być płaską powierzchnią. Staje się obiektem – czymś pomiędzy obrazem, rzeźbą i artefaktem. Wychodzi poza ramy, staje się także ramą, a jego forma jest obiektem zdefiniowanym totalnie. To, co szczególnie zwróciło moją uwagę, to swoboda w mieszaniu technik. Węgiel spotyka tkaninę, haft dialoguje z malarstwem, papier z rzeźbą, a tradycyjne rzemiosło z nowoczesnymi materiałami. Nie jest to jednak eksperyment dla samego eksperymentu. Każde zestawienie wydaje się przemyślane i podporządkowane jednej, spójnej narracji. Coraz częściej miałam też wrażenie, że dzieło sztuki przestaje być wyłącznie obrazem. Staje się osobistym artefaktem – przedmiotem niosącym pamięć, sekret i historię. Jak dawniej przechowywano w puzderkach fotografie, listy czy rodzinne pamiątki, tak dziś artyści tworzą obiekty, które wydają się nośnikami emocji i śladów ludzkiego doświadczenia. Jakbyśmy mieli zaraz stracić pamięć o tym, że przeszłość, że natura, że rodzina itd. Rozumiecie?






Równocześnie niemal we wszystkich pracach dostrzegalna była niezwykła dbałość o detal. Nazwałabym ją wręcz higienizacją dzieła sztuki. Nie chodzi o sterylność, lecz o absolutną świadomość każdego elementu. Rama, sposób wykończenia, łączenie materiałów, proporcje i kompozycja tworzą wrażenie perfekcyjnie dopracowanej całości. Nawet tam, gdzie spotykają się materiały z pozoru do siebie nieprzystające, nie ma miejsca na przypadek ani niedoskonałość.
Następnym mocnym wątkiem jest relacja między naturą, światem a ingerencją człowieka. Organiczne struktury, gest i ślady natury oraz przypadku spotykały się z syntetycznymi powierzchniami oraz landrynkowymi, stalowymi, „przetworzonymi” materiałami, czyli takimi, które w naturze nie funkcjonują. To właśnie w tym napięciu rodzi się nowy język współczesności – nieodrzucający przeszłości, ale świadomie wykorzystujący ją jako punkt wyjścia, ukazując osamotnienie człowieka.


Doskonałym podsumowaniem tej obserwacji była ekspozycja Matthewa Barneya w sekcji Unlimited (fot. powyżej) Artysta połączył szkice, obiekty, rzeźby i elementy rozwijające narrację jego filmu Redoubt z 2019r., budując wielowarstwową instalację, w której artefakt, proces twórczy i gotowe dzieło funkcjonują na równych prawach. Była to opowieść o pamięci, transformacji i materialności, a jednocześnie doskonałe podsumowanie tego, co najmocniej wybrzmiewało podczas całych targów.




Jeśli miałabym jednym zdaniem opisać atmosferę tegorocznego Art Basel, powiedziałabym, że współczesność przestała szukać nowości za wszelką cenę. Zamiast tego zaczęła z ogromnym szacunkiem reinterpretować to, co już znamy – klasyczne techniki, rzemiosło i materialność – nadając im zupełnie nowy, niezwykle współczesny wymiar.
Abrazos. M.